Mount St. Helens: Konto osobiste

Erupcja

Jako rdzenni mieszkańcy Waszyngtonu miałem niezwykłą okazję osobiście doświadczyć erupcji Mount St. Helens i jej następstw. Jako nastolatek dorastający w Spokane przeżywałem różne fazy, od początkowych wskazówek dotyczących erupcji po gorący, ziarnisty popiół i dni życia w świecie, który stał się szary. Później, jako stażysta Weyerhaeuser, miałem okazję odwiedzić prywatne tereny leśnego koncernu w strefie wybuchu, a także te części zdewastowanej ziemi, które są publiczne.

Mount St.

Helens poruszyła się do życia pod koniec marca 1980 roku. Trzęsienia ziemi i okazjonalne wyloty pary i popiołu utrzymywały nas na krawędzi naszych foteli, ale traktowaliśmy to wydarzenie raczej jako nowość, niż poważne niebezpieczeństwo. Na pewno byliśmy bezpieczni we Wschodnim Waszyngtonie, 300 mil od orzechów, którzy odmówili opuszczenia góry i sprytnych kibiców, którzy gromadzili się, by być częścią niebezpieczeństwa i podniecenia. O co musieliśmy się martwić?

Jednak codzienna dyskusja skupiała się wokół ostatniej aktywności na wulkanie, zarówno sejsmicznej, jak i ludzkiej. Gdy wybrzuszenie na górze Mount St. Helens wzrosło, obserwowaliśmy i czekaliśmy. Gdyby wybuchł wulkan, wszyscy mieliśmy wizje strumieni jarzących się law, pełzających po zboczu, jak wulkany na Hawajach - przynajmniej ja.

Wreszcie, o 8:32 w niedzielę, 18 maja, góra dmuchnęła. Znamy teraz straszne rzeczy, które wydarzyły się tego dnia w strefie wybuchu - życie, które zginęło, ślizgacze błota, zatłoczone drogi wodne.

Ale w tamten niedzielny poranek, w Spokane, nadal nie wydawało się to realne, wciąż nie wydawało się czymś, co mogłoby bezpośrednio dotknąć naszego życia. Tak więc, z mojej rodziny i poszedłem odwiedzić przyjaciół po drugiej stronie miasta. Mówiono o opadach, ale w zachodnim Waszyngtonie dochodziło do popiołu z niewielkich erupcji.

Wszyscy odkurzyli go i rozwiązali swój interes, nic wielkiego. Gdy dotarliśmy do domu naszych przyjaciół, zebraliśmy się w telewizji, aby obejrzeć najnowsze wiadomości. W tamtym czasie nie było dostępnych filmów ukazujących olbrzymi pióropusz wyrzucający popiół z mgły do ​​atmosfery. Główne ostrzeżenie, że coś dziwnego miało się wydarzyć, pochodzi od satelitów śledzących chmurę pyłu w kierunku wschodnim i surrealistycznych raportów z miast, w których zaczął spadać popiół.

Wkrótce mogliśmy sami dostrzec wiodącą krawędź chmury pyłu. To było jak czarny odcień okna ciągnący się po niebie, ocierający światło słońca. W tym momencie erupcja Mount St. Helens stała się całkiem realna. Moja rodzina wskoczyła do samochodu i ruszyliśmy do domu. Szybko stało się ciemno jak w nocy, ale było jeszcze wczesne popołudnie. Ash zbliżał się do domu. Zrobiliśmy to w jednym kawałku, ale nawet w krótkim rzucie z samochodu do domu gorące podmuchy popiołu otynkowały nasze włosy, skórę i ubrania z ziarnistymi szarymi cząsteczkami.

Następujący świt ujawnił świat pokryty bladym odcieniem szarości, niebo było chmurą, którą mogliśmy wyciągnąć i dotknąć naszymi rękami. Widoczność była ograniczona. Szkoła została oczywiście odwołana.

Nikt nie wiedział, co zrobić z całym popiołem. Czy było kwaśne czy toksyczne? Wkrótce nauczymy się sztuczek potrzebnych do funkcjonowania w zasłoniętym popiołem świecie, owijając papier toaletowy wokół filtrów samochodowych i szali lub masek przeciwpyłowych wokół twarzy.

Spędziłem lato 1987 roku jako stażysta w The Weyerhaeuser Company. Pewnego weekendu, przyjaciel i ja zdecydowaliśmy się wyjechać na kemping w Gifford Pinchot National Forest, w którym leży Narodowy Pomnik Wulkanu Mount St. Helens i znaczna część strefy wybuchu. Minęło ponad siedem lat od wybuchu, ale jak dotąd niewiele poprawiono dróg do strefy wybuchu, a jedynym centrum dla odwiedzających było Silver Lake, w dobrej odległości od góry. Było mgliste, zachmurzone popołudnie - zgubiliśmy się jeżdżąc po leśnych drogach. Skończyło się na nieudowodnionej, jednokierunkowej pętli, która zabrała nas prosto do strefy wybuchu.

Ponieważ tak naprawdę nie zamierzaliśmy wjechać do uszkodzonego obszaru, nie byliśmy przygotowani na atrakcje, które nas przywitały. Znaleźliśmy kilometry szarych wzgórz pokrytych rozebranym czarnym drewnem, zerwanym lub wyrwanym, leżącym w tym samym kierunku. Niska pokrywa zachmurzenia dodała jedynie mrożącego efektu dewastacji. Z każdym wzgórzem, na którym się czubiliśmy, było tak samo.

Następnego dnia wróciliśmy i wspięliśmy się na Windy Ridge, która spogląda przez Spirit Lake w kierunku wulkanu. Jezioro było pokryte akrami pływających kłód, zagęszczonych na jednym końcu. Obszar wokół grzbietu, podobnie jak większość obszarów, które badaliśmy w ramach National Volcanic Monument, był nadal pochowany w pumeksie i popiele. Musiałeś bardzo ciężko spojrzeć, by zobaczyć ślady regeneracji roślin.

Później tego samego lata Weyerhaeuser traktował nas stażystów na wycieczkę do ich leśnych ziem, tartaków i innych operacji. Zostaliśmy zabrani na obszar strefy wybuchowej, która była własnością prywatną firmy leśnej, gdzie już rozpoczęto przesadzanie. Różnica między tym obszarem, w którym porośnięty lasami górskim wiecznie zielonym pasemkami, uderzała w porównaniu z ziemią publiczną w strefie wybuchu, którą pozostawiono do wyzdrowienia na własną rękę.

Od tego lata wróciłem do Narodowego pomnika wulkanu Mount St. Helens i nowych ośrodków zwiedzających kilka razy. Za każdym razem jestem zdumiony zauważalnym poziomem ożywienia życia roślinnego i zwierzęcego, a także pod wrażeniem eksponatów i ofert w centrach odwiedzających. Podczas gdy wielkość efektów erupcji jest nadal bardzo widoczna, dowody na to, że moc życia się potwierdza, są niezaprzeczalne.