Jak czas Rajvi Desai angażował się w sprawy Ghany, pomógł zrozumieć indiańskie korzenie
Rajvi Desai, Visit.org
Słońce padło w wilgotne, czerwcowe piątkowe popołudnie nad turbanową głową Sany Alhassan, gdy ostrożnie wylewała wrzący olej z gotującego się garnka, pośród kłęby dymu rozprowadzanego w powietrzu pachnącym czekoladą.
"Teraz, gdy jesteśmy w poszczeniu, bardzo mnie to interesuje", powiedział Alhassan przez tłumacza. "Ale to bardzo konieczne."
Alhassan jest jedną z 60 kobiet zatrudnionych w Tiehisuma Shea Butter Processing Center w Tamale, położonym w północnej Ghanie.
Przez 10 lat obudziła się wcześnie, by kupić orzechy shea, i zaczęła kruszyć, mielić, piec, suszyć, mieszać i ugniatać ziarna jąder, aby opłacić czesne dla swoich dzieci.
Alhassan jest jedną z wiejskich kobiet, które zainspirowały mnie podczas mojego sześciotygodniowego stażu w Ghanie jako dziennikarka z New York University. Robiłem zdjęcia, zadawałem niezliczone pytania i słyszałem fascynujące historie, dzięki czemu mogłem zrozumieć cierpienia kobiet i sposób, w jaki przezwyciężyli je każdego dnia. To była absolutna radość.
Ale to nic nowego. Oczywiście, siedziałam na kolanach mojej babki podczas opowiadania, zanim każdego wieczoru kazano mi spać w małym miasteczku w Indiach . Opowiedziała mi o tym, jak biedni byli i jak starsi z rodziny pracowali na polach, dopóki nie odróżniłeś skóry dłoni od płonących pęcherzy. Powiem tylko, że był to świetny obraz, który można umieścić w głowie 5-latka.
Z perspektywy czasu jest wiele rzeczy, o które powinienem się zastanawiać. Nasza pani z warzyw podeszła do naszych drzwi z wielkim koszem warzyw doskonale wyważonym na głowie, że musiałem biec, aby pomóc jej zejść każdego ranka. Nigdy jej nie fotografowałem. Nigdy nie pytałem jej o jej życie. Nigdy się nie zastanawiałem, ponieważ było to znajome.
To było przyziemne i byłem zbyt zajęty zaglądaniem przez ramię mojej babci do kosza, w milczeniu ponaglając ją, by nie kupowała okry.
Dziesięć lat później byłem w północnej Ghanie, ciągle na skraju łez, spragniony kolejnych opowieści, które z każdym krokiem przypominały mi tych, których nie zauważyłem, gdy dorastałem.
Ludzie mówią, że podróżowanie w różne miejsca jest niezbędne, aby zrozumieć świat. Powiedziałbym, że moje podróże okazały się niezbędne, aby pomóc mi zrozumieć mój dom.
Po powrocie do Indii moja matka jest ginekologiem. Ma dom macierzyński i większość jej pacjentów podróżuje przez godzinę lub dwie za pomocą rozklekotanego transportu publicznego, aby dostać się do szpitala z pobliskich wiosek. Szczodra dusza w sercu, często daje bezpłatne usługi i lekarstwa biednym, którzy potrzebują leczenia, ale nie mogą za to zapłacić. Dorastałem w tym szpitalu, obserwując operacje i konsultacje w dni bezczynności.
Ale dopiero gdy odwiedziłem darmową klinikę dr. Davida Abdulai, Shekhina w Tamale, zrozumiałem istotę działań mojej matki. Błąkałem się pośród otwartych związków składających się z małych chat, w których przebywali trędowaci, pacjenci HIV / AIDS, osoby upośledzone umysłowo i fizycznie oraz niektórzy nędzarze, którzy znaleźli bezpieczną przystań u dr Abdulai.
Widzi 30 pacjentów dziennie, całkowicie za darmo i nigdy nie prosił nikogo o pieniądze ani żadnych innych darowizn.
Oczywiście nie porównuję wielkoduszności mojej matki z altruizmem dr. Abdulai. Ale ta godzina spędzona na obserwowaniu i słuchaniu jego wypowiedzi na temat jego pracy doprowadziła mnie do realizacji: wszystkie te czasy, kiedy moja matka martwiła się, że nie ma wystarczającej ilości pieniędzy, prawdopodobnie zasługują na opiekę, którą rozdała dzięki bezpłatnym usługom planowania rodziny i zabiegom chirurgicznym. Po co miałaby to robić w świetle naprawdę ciasnych zakrętów do przecięcia?
Wkrótce byłem z powrotem w Akrze, chodząc po ruchliwych ulicach Makola pod gorącym słońcem Ghany. Przedmioty, ludzie i rozmowy, które mój umysł wcześniej przeskrobał, ukazały się przede mną, tak prawdziwe, jak jasno wydrukowane holenderskie płótno woskowe wiszące na zewnątrz sklepu z tkaninami.
Podróż trwała ponad 10 000 mil, ponad 10 lat nieanalitycznej obserwacji, aby w końcu zrozumieć, gdzie jestem i skąd pochodzę.
Pod koniec programu wróciłem do Nowego Jorku z lepszym zrozumieniem tego, co można zrobić dla osoby. Mój czas angażowania się w sprawy Ghany, rozumienia ich zwyczajów, próby opanowania uścisku dłoni w Ghanie, uczenia się słów powitalnych w więcej niż 4 językach - nie tylko pomógł mi lepiej zrozumieć Ghanę, ale także wzbudził poczucie odpowiedzialności i winy. Odpowiedzialność za to, że nigdy więcej nie przeglądam miejsca i poczucia winy za czasy, w których nigdy nie zanurzyłem się w moim ojczystym kraju, nie wspominając już o moich celach podróży.
Czułem zobowiązanie do siebie, aby nadrobić stracony czas. Dołączyłem do Visit.org, internetowej platformy podróżniczej, która umożliwia podróżnym udział w społecznościach, które odwiedzają, i organizowanie wycieczek organizowanych przez organizacje non-profit z tych regionów. Aby pójść o krok dalej, przychody z turystyki są kierowane z powrotem do społeczności, aby rozwiązać problemy społeczne. Znalazłem uosobienie tego, co chciałem, aby wszystkie moje doświadczenia z podróży były.
Dla mnie było to konieczne, aby uciec z domu, aby to zrozumieć. W obcym kraju, kiedy najbardziej tęsknisz za domem i dla mnie, to w obcym kraju zdawałem sobie sprawę, że nigdy nie weźmiemy naszego cudownie bogatego i tajemniczego świata za pewnik.