Kulturowa wartość wycieczek w Township w RPA

W podróży było nas czterech. Ja - wychowany w Zimbabwe, w Afryce i poza nią przez całe dorosłe życie; moja siostra, która dorastała na kontynencie, ale nie odwiedziła Republiki Południowej Afryki od czasu upadku apartheidu; jej mąż, który nigdy wcześniej nie był w Afryce; i ich 12-letniego syna. Byliśmy w Kapsztadzie i bardzo chciałem zabrać ich na wycieczkę po lokalnych nieformalnych osiedlach lub miasteczkach.

Plusy i minusy

Moje trzydniowe wprowadzenie do Kapsztadu obejmuje jeden dzień poświęcony na wycieczkę po miasteczku i wizytę na Robben Island , drugi dzień poświęcony na odkrywanie historii Cape Dutch i dzielnicy Cape Malay w Bo-Kaap , a trzeci dzień poświęcony zwiedzaniu Góra i Półwysep Przylądkowy. W ten sposób czuję, że moi goście mają stosunkowo zrównoważony obraz okolicy i jej niezwykłego dziedzictwa kulturowego.

Pierwszego dnia rozmowa pomiędzy mną a moją rodziną stała się dość intensywna. Moja siostra, Penny, martwiła się, że wycieczki po miasteczkach są w najlepszym razie voyeurystyczne, a w najgorszym - rasowo niewrażliwe. Była zdania, że ​​nie służyły one niczemu, poza umożliwieniem bogaczom białym w minivanach, rzucania się i patrzenia na biednych czarnych ludzi, robienia zdjęć i poruszania się.

Mój szwagier, Dennis, martwił się, że bieda w miasteczku będzie zbyt niepokojąca dla jego syna. Z drugiej strony czułem, że to bardzo ważne dla mojego siostrzeńca, aby zobaczyć i zrozumieć coś z tej strony Afryki.

Myślałem, że jest dość stary i na tyle twardy, by sobie z tym poradzić - a zresztą, jak wcześniej podróżowałem, wiedziałem, że ta historia wcale nie jest pełna zagłady i mroku.

Prawo apartheidu

W końcu moje upór wygrał i zapisaliśmy się na trasę. Zaczęliśmy w Muzeum Dystryktu Sześć , gdzie dowiedzieliśmy się o historii ludzi z Koloru Przylądka, którzy zostali przymusowo wyrzuceni ze środka miasta zgodnie z Ustawą o Grupach z 1950 roku.

Ustawa ta była jedną z najbardziej znanych z epoki apartheidu, uniemożliwiającą przenikanie się białych i nie-białych poprzez przypisanie konkretnych obszarów mieszkalnych różnym grupom etnicznym.

Następnie odwiedziliśmy schroniska dla starszych robotników w miasteczku Langa. Podczas apartheidu ustawa przepustek zmusiła mężczyzn do opuszczenia swoich rodzin w domu, podczas gdy oni przybyli do miast do pracy. Schroniska w Langa zostały zbudowane jako akademiki dla samotnych mężczyzn z dwunastoma mężczyznami, którzy dzielą się prymitywną kuchnią i łazienką. Kiedy uchwalono uchwały, rodziny tłumnie przybywały do ​​miasta, aby dołączyć do swoich mężów i ojców w schroniskach, co doprowadziło do niesamowicie ograniczonych warunków życia.

Nagle zamiast dwunastu mężczyzn dzielących kuchnię i toaletę dwanaście rodzin musiało przeżyć, korzystając z tych samych udogodnień. Szanty pojawiały się na każdym dostępnym skrawku ziemi, aby poradzić sobie z przelewem, a obszar szybko stał się slumsami. Spotkaliśmy się z niektórymi mieszkającymi tam rodzinami, w tym kobietą prowadzącą nielegalny pub z szatni z plastiku i kartonu. Kiedy wróciliśmy do autobusu, wszyscy byliśmy uciszeni przez niesamowitą biedę okolicy.

Planowanie i hydraulika

Kapsztadzka dzielnica Crossroads stała się międzynarodowym symbolem represji apartheidu w 1986 roku, kiedy zdjęcia jej mieszkańców zostały przymusowo usunięte, transmitowano na ekranach telewizyjnych na całym świecie.

Spodziewając się tego samego stopnia nędzy, jaki zapamiętałem z tych zdesperowanych obrazów, nasza wizyta była prawdopodobnie największą niespodzianką tego dnia. Rozdroża miała skrzyżowanie. Został zaplanowany i rozplanowany, z kanalizacją i oświetleniem, siatką drogową i działkami budowlanymi.

Niektóre domy były bardzo skromne, ale inne były względnie fantazyjne, z kutymi żelaznymi bramami i żwirowymi ścieżkami. To tutaj po raz pierwszy usłyszeliśmy o planach rządu, by dać ludziom fabułę i toaletę i pozwolić im zbudować własny dom. Wyglądało to jak dobry pakiet startowy dla kogoś bez niczego. W miejscowym przedszkolu mój siostrzeniec zniknął w chichoczącym sterty dzieci, od falowanego żelaznego dachu dobiegły śmiechy śmiechu.

Nie zabrali nas do Khayelitsha, miasteczka, do którego przeniesiono wielu mieszkańców Crossroads.

W tym czasie było to miasto szantowe o wartości miliona, z jednym tylko sklepem. Od tamtej pory sytuacja uległa znacznej poprawie, ale wciąż pozostaje jeszcze wiele do zrobienia. Jednak poczyniono postępy i pod koniec długiego dnia przytłaczających wrażeń moja siostra podsumowała to doświadczenie, mówiąc: "To było niezwykłe. Przy wszystkich trudach czułem prawdziwe poczucie nadziei. "

Rewolucja kulturalna

Ten dzień z moją rodziną był kilka lat temu, a rzeczy od tego czasu zaczęły się dramatycznie. Dla mnie najszczęśliwszy moment nastąpił chwilę później w innym miasteczku - Johannesburgu w Soweto. Znalazłem się w pierwszej kawiarni Soweto - różowych ścianach, różowych stołach formica i dumnie posiadanej maszynie cappuccino - z długimi i poważnymi rozmowami na temat tego, jak lokalni mieszkańcy mogą narysować turystykę w okolicy.

Teraz Soweto ma biuro turystyczne, uniwersytet i orkiestrę symfoniczną. Są to wieczory jazzowe i pensjonaty B & B. Hostele Langa są przekształcane w domy. Przyjrzyj się uważnie, a to, co wydaje się być tatty, może być szkolną szkołą komputerową lub warsztatem elektronicznym. Wybierz się na wycieczkę po miasteczku. Pomoże ci to zrozumieć. Właściwa trasa włoży pieniądze do kieszeni, które tego potrzebują. Jest to głęboko poruszające i zabawne doświadczenie. To jest tego warte.

NB: Jeśli zdecydujesz się na wycieczkę po mieście, poszukaj firmy, która akceptuje tylko małe grupy i która ma swoje korzenie w miasteczku. W ten sposób masz bardziej autentyczne i autentyczne doświadczenie i wiesz, że pieniądze, które wydajesz na podróż, trafiają bezpośrednio do społeczności.

Artykuł został zaktualizowany przez Jessicę Macdonald 18 września 2016 r.