Rynek Moore Street Market, położony w pobliżu ulicy O'Connell Street w Dublinie, ale jakoś ukryty, jest jednym z klejnotów stolicy Irlandii. Jeśli planujesz odwiedzić coś "typowego Dublina", po prostu nie możesz pomylić się z Moore Street - od poniedziałku do soboty dziesiątki marketerów ustawiają swoje chwiejne stragany, wiele z nich specjalizuje się w owocach, warzywach i kwiatach. Z dziwnym handlarzem ryb wrzuconym do środka, specjalnie na ten szczególny zapach.
Potem rozlegają się telefony - "Fresh Straaaahberrs ... tylko euro!" "Wielkie worki jabłek, wielkie torby jabłek, zdobądź dwóch ferra-fiver!" "Banaaaanas, banaaaaaaaaanas!" I tak dalej. I wszystko jest świeże. Pomiędzy nimi znajdziesz także dziwną osobę szurającą, mruczącą coś o "Bacco ... cigretts ..."
Stałe sklepy przy straganach, przydrożne, częściowo już zdezelowane, czasem już potępione budynki, od tradycyjnych rzeźników irlandzkich rodzin po niemieckiego giganta supermarketów Lidl, z dziesiątkami małych azjatyckich i afrykańskich sklepów wypełniających luki. Zdobądź wszystko od kiełbasek do ogórków morskich i poppadomów na jednej krótkiej ulicy! I jest też (podziemne) centrum handlowe Moore Street Mall.
Moore Street w pigułce
Jest to oryginalny dubliński rynek uliczny, wyposażony w ostro pikietowane stajnie i (czasami) wózki do przewozu koni. Znajdziesz mnóstwo okazji okazji, a sklepy wyświetlają żywą mieszankę etniczną, głównie azjatycką i afrykańską.
Ceny na Moore Street są zazwyczaj niskie, a typowy dubliński przekręt jest bezpłatny.
Z drugiej strony, niektóre świeże produkty mogą być przeznaczone tylko do bezpośredniego spożycia i trzeba uważać na śliskie kostki brukowe z powodu zmiażdżonych, bardzo (!) Dojrzałych owoców. Okazjonalnie mniej niż legalny obrót (przemyt wyrobów tytoniowych na górze) wydaje się być dość otwarty, ale poza tym jest to bezpieczny obszar ( jak zwykle na rynku, strzeżcie się kieszonkowców - choć wydają się być bardziej turystyczni miejsca w Dublinie).
Rynek uliczny, w zasadzie jedyny powód, aby odwiedzić Moore Street jako turystę, trwa od poniedziałku do soboty, sprzedając głównie owoce, warzywa i kwiaty. Zwykle zaczyna być zajęty około 10 rano i pozostaje w pełnej rozmowie do godziny 15 lub mniej, zwężając się po tym. Niektóre dostawy są nadal realizowane przez zaprzężone w konie wózki, zapewniające kolorowe możliwości fotografowania, jeśli złapiesz je na gorącym uczynku.
Duża liczba "etnicznych" sklepów spożywczych (głównie azjatyckich i afrykańskich, ale także niektórych wschodnioeuropejskich) zapewnia prawdziwie kosmopolityczne możliwości zakupów - z szybko zmieniającymi się zapasami, a czasami właścicielami. Ulica Moore powinna być częścią każdej pieszej wycieczki po Dublinie . Tylko do "buzz".
Ciesz się kawałkiem życia w Dublinie
Moore Street jest atrakcją turystyczną i fotograficzną, ponieważ jest dużym, żywym i międzynarodowym rynkiem. Ulica z stoiskami targowymi od dawna jest włączona do przewodników po Irlandii jako przykład Dublina "w rzadkich dawnych czasach". I rzeczywiście niektóre stragany (i stragany) wyglądają, jakby zostały przeszczepione tutaj prosto z książek Joyce'a. Niektórzy sprzedawcy ryb mają podobieństwo do Molly Malone (jeśli przyswoiłeś sobie Guinnessa lub dwie).
Miejcie na uwadze, że ich język ma również pewną wartość Joyce, strumienie świadomości, zmieszane z gęstym dublińskim akcentem, przeplatane próbami reklamowania połowy dnia, nie są nieznane.
Nie jest też ostry język sprzedawców głównie kobiet. Być na końcu przyjmującym powinno być postrzegane jako honor, a nie obraza.
Personel na większości ulic jest bardziej stały (wszystko jest tu względne ... kilka miesięcy liczy się jako "trwały", z widmem przebudowy zawsze wychodzącym w tle - niektóre domy zostały teraz przeznaczone na przebudowę jako zabytkowe budynki połączone z 1916 Easter Rising ) sklepy powitają cię językową mieszanką proporcji babilońskich - niskie czynsze i małe jednostki sprawiły, że Moore Street stała się przystanią dla azjatyckich i afrykańskich przedsiębiorców. Indyjskie przyprawy przy funtach, afrykańskie warzywa i mrożone ryby rzekomo prosto z Żółtego Morza - jak je nazwiesz, sprzedają. A jeśli potrzebujesz zapasowej baterii do telefonu komórkowego (coś, z czym duże firmy nie przejmują się ...
lub naładować rękę i nogę), wielu sklepikarzy dobrze cię zobaczy. Jak będą, jeśli potrzebujesz naprawy elektroniczne, odblokowywanie telefonów i tak dalej.
Ulica Moore może stać się bardzo zatłoczona, więc kieszonkowcy są czasami zagrożeni. Chociaż istnieje większe prawdopodobieństwo, że doznasz krzywdy, gdy poślizgniesz się na bruku dzięki pomiętemu pomarańczowi. Choć możesz lądować miękko i ciepło - poranne dostawy są czasami wykonywane przez konie i wózki, "wypadki" nie zawsze są natychmiast usuwane. I ostatnie ostrzeżenie: świeże produkty oferowane na straganach mogą być bardzo zbliżone do terminu ich sprzedaży i często nie utrzymują się dłużej niż przez dzień lub dwa. Kupuj tylko za dość natychmiastową konsumpcję!